Kiedy na początku lat 90 przybyło do naszego pięknego kraju zjawisko pt. totalna konsumpcja, zmieniły się nasze nawyki, w tym również jeśli chodzi o sposób spędzania tej jedynej nocy w roku - Sylwestrowej oczywiście. Lukrowane damy i faceci w stylu macho ruszyli na podbój supermodnych klubów, pubów, restaurantów, business area`s w lux hotelach , gdzie podrygiwali w rytm beatów techno - houso- tripo-drum`n`basowych, katując swe żołądki rozmaitymi krewetkami, małżami, ośmiornicami.
Potem, gdy jak się okazało, nie wszyscy załapali się na tego typu balety, tym mniej cool zaproponowano masowe bale na wielkich placach miejskich, gdzie tłum przy bardziej juz swojskiej kiełbasce i kaszance falował przy trzecim tangu folkowym, a główną atrakcję stanowiło wyrażenie sympatii do bliźniego swego uderzenie go butelką na znak pokoju. W związku z przejedzeniem się tego typu atrakcji z zainteresowaniem wybrałem się na Sylwestra w zupełnie nowej formie- zorganizowanego w Tramwaju. I to nie takiego normalnego, ale zabytkowego.
Ktoś powie- na Sylwestra do tramwaju?
Ci, którzy w PRL- u przepuszczali po 5 pojazdów, aby jak sardynki przejechać się z domu do pracy (trzeba było na piechotę chodzić, brzuchy byłyby dziś mniejsze!) i Ci którzy po rewolucji szczękowo- mallowe`y nie załapali się na własną brykę i dalej stoją w tłoku- popukają się w czoło. Nie mówiąc juz o warstwie kołnierzykowej, która nie po to zaiwania non stop aby się uwolnić od tych tłocznych gruchotów. To ja już wolę w domu przy piwie Ich Troje posłuchać! - powie niejeden. A tymczasem... Niezapomniany Kazimierz S. śpiewał kiedyś "Tą linia cała huta jeździ..". A nieprawda. Wielbiciele luksusu siedzenia na własnym tyłku mogli być zaskoczeni - nie huta tylko jej rada nadzorcza - "tylko" 30 osób. Tak, bo organizatorzy zadbali, żeby wszyscy goście mieli miejsca siedzące. czyli tak jak w co bardziej rozwiniętych krajach Unii - rozkład jazdy jest tak ustawiony, że prawie każdy pasażer siedzi. Dlatego też przejazd takim tramwajem mógł być niezwykłym aktem uświadamiającym niezdecydowanych w przededniu referendum - tak, w takich warunkach będziemy wozić nasze szanowne pupki po wejściu do Unii. Każdy siedzi. Z kolei - co jest najbardziej denerwujące dla pasażera w tramwaju? Ciągłe przystanki (poza tymi na których samemu się wsiada i wysiada). A tu wyobraźcie sobie - Nasz Sylwester Tramwaj spełnia standardy pociągów IC - zatrzymuje się tylko na przystankach końcowych!
Tylko w tę noc można poczuć że się jest w komunikacyjnym raju - siedzisz i tramwaj cię wiezie bez przystanków do celu. Tego nawet w Hameryce nie mają ! Tramwaj uczy też nas tolerancji. Spotkali się tu różni ludzie: dzieci, nastolatkowie, dorastający dorośli, dojrzałe pary i emeryci. Na oficjalnym balu jesteś zmuszony do określonego stroju i zachowania . Tutaj - kompletny luz! Ktoś chciał gapić się za okno podziwiać nocną Warszawę - robił to bez skrępowania, kto chciał tańczyć i wygłupiać się - bez problemu, napojów rozmaitych, również mocniej energetyzyjących- też pod dostatkiem.
Muzyka też była różnorodna - od dźwięków i zgrzytów samego tramwaju przez disco do Kultu, Bon Jovi i Metalliccy. Wszyscy dobrze się bawili- każdy na swój sposób. Nikt nikogo nie pocałował butelką, nikt nie wypadł z tramwaju? Skandal! - powie miłośnik gier i zabaw bejsbolowych. Ale bez obaw, takich do tramwaju nie wpuszczano. Oczywiście impreza nie byłaby tak udana, gdyby nie pewien z pozoru niepozorny człowiek - dzięki którego staraniom, zaangażowaniu ,poświęceniu i włożenia wiele serca w przygotowanie tej nietypowej przejażdżki z "klimatem" miałem przyjemność odbyć najfajniejszy kurs pojazdem szynowym w moim życiu. I jeszcze otrzymać coś niezwykłego...... jeszcze bardziej "naj". Co takiego? To już pozostanie moją tajemnicą.