W 2001 roku byliśmy z Prezesem na północy Rosji w Murmańsku i Archangielsku. To była wyprawa pionierska. W zasadzie nigdy na wschodzie byliśmy, nikt ze znajomych w ostatnich kilku latach tam nie był, a całe rzesze ludzi taką wyprawę nam odradzały. Nasza znajomość rosyjskiego była raczej podstawowa i fragmentaryczna. Znajomość kultury praktycznie żadna. Właściwie wszystko przemawiało przeciwko tamtym stronom, ale... skoro wszyscy plują na Rosję, łącznie z telewizorem i gazetami a także ludźmi którzy nigdy tam nie byli... to znaczy że musi być zupełnie odwrotnie! I dokładnie tak było! Wyprawa do Murmańska była najlepszą w moim życiu i nie wiem czy taką nie zostanie.
Cóż podczas wyprawy do Murmańska okazało się że po rosyjsku mówimy, czytamy, kity bezpiecznikom z FSB wciskamy jak trzeba! Łapówki – jeśli płacimy, to płacimy w rublach, a nie w dolarach, a do tego kopiejki! Spokój na ulicach, w pociągach, Rosjanie to fajni ludzie. Nie mordują, nie kradną, nie gwałcą! Cóż Murmańsk – Archangielsk to zupełnie inna opowieść, może kiedyś uda mi się ją spisać jak należy...
Tymczasem planując Władywostok nie targały nami takie dylematy jak za pierwszym razem. Wiedzieliśmy czego się spodziewać technologie były znane. Największy problem to jak zwykle pieniądze i oczywiście czas.
Słów kilka o idei(logi) wyjazdu do Władywostoku
Czemu Władywostok, spyta ktoś dociekliwy, niekoniecznie złośliwy. I słusznie! Po co?
Już mówię:
Władywostok to bardzo ważne rosyjskie miasto. Miasto port, baza marynarki wojennej. Do tego cholernie daleko (bez mała z domu to będzie 11tys. km!) i mało kto z Europy i Polski się tam wybiera. Prowadzi tam największa linia kolejowa na świecie – Magistrala Transsyberyjska – 9288 kilometrów od Moskwy! Siedem dni jazdy pociągiem... Niektórzy nie wyobrażają sobie takiej podróży.